| Urzędniczy etat nie taki zły |
Zatrudnieni w budżetówce często narzekają na niskie płace, ale wbrew pozorom różne dodatki sprawiają, że ich miejsca pracy są jednak atrakcyjne. Dodatkowy urlop, pieniądze na remont czy trzynaste pensje – zdaniem "Rzeczpospolitej" przywilejów nie brakuje.
– W sektorze prywatnym trzeba walczyć o życie, co wyzwala wzrost wydajności. Zupełnie inaczej jest w budżetówce. Tam może pensje nie są wysokie, ale nie są też tak niskie, jak się je przedstawia – ocenia Jeremi Mordasewicz z Polskiej Konfederacji Pracowników Prywatnych Lewiatan.
Już po dwóch latach policjantom, strażakom i innym służbom podległym MSWiA dolicza się 2 proc. dodatku. Do tego dochodzi jeszcze cała gama innych dodatków: za opiekowanie się psem służbowym czy nurkowanie.
Na brak przywilejów nie mogą narzekać nauczyciele. – Wcześniejsza emerytura, rok płatnego urlopu na podratowanie zdrowia, wakacje i 30- a nie 40-godzinny tydzień pracy to przywileje, jakich nie ma nikt inny. Gdyby je przeliczyć na złotówki, ich pensje byłyby o 50 – 60 proc. wyższe – ocenia Mordasewicz.
Nawet urzędnicy mogą liczyć na dodatki. Według danych Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego na dofinansowanie ich wypoczynku każdego roku idzie prawie połowa pieniędzy z funduszu świadczeń socjalnych. Urzędnicy mogą też liczyć na dofinansowanie działalności kulturalnej, oświatowej, sportowej i rekreacyjnej. Raz na trzy lata mogą wziąć nisko oprocentowaną pożyczkę mieszkaniową (2 proc. w skali roku). Co roku dostają ręcznik, a raz na kwartał – mydło. W Zachodniopomorskim Urzędzie Wojewódzkim pracownicy mają dofinansowanie obiadów (do 60 proc. ceny).
Izabela Kacprzak, Karol Manys
Źródło: "Rzeczpospolita"
|